Miłość w czasie postkultury

Kiedyś można było uczynić wyznanie miłości. Dołączyć do tego kwiaty, albo propozycję małżeństwa. Ewentualnie pożycia. Lub spożycia. Można było mową wiązaną opiewać przymioty wybranka/wybranki. Z podkładem muzycznym lub bez.

A dziś mówimy "gdyby coś mi się stało, zajmij się moim kontem na fejsie".

Komentarze

  1. albo blogiem

    tak tak, właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbym trafiła na podatny grunt? Ja swojego bloga zostawiam na łasce losu, choć może to jeszcze przemyślę...

      Usuń
    2. Hehehe, podatny :) zostanie zamknięty i tyle tego :P

      Usuń
    3. Mnie olśniła smutna, acz ciekawa myśl. Mówimy "kocham" różnym ludziom. Ściągamy majtki przed różnymi ludźmi. Nie zawsze dobrze wybranymi. A bloga, czy fejsa byle komu nie powierzymy...

      Usuń
    4. no ja temu, co to majtki przed nim ściągam, tym bardziej, że on dobrze zna bloga i Was wszystkich czytelników.

      Usuń
    5. Dobieram dość skrupulatnie towarzystwo do ściągania majtek, a mimo to nie ustrzegłam się pomyłki. Za to w udostępnianiu haseł pomyłki nie było... zadumałam się.

      Usuń
  2. No i kwiaty w formacie gif(t) taki prezencik, jaka prezencja. Cyfrowa(niestety). To i owo wolę analogowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię jedzenie analogowo. Zdjecie obiadu na Instagramie nie dostarcza odpowiedniej dawki substancji odżywczych :)

      Usuń
    2. E tam, żartujesz... Nie ma transmisji danych, znaczy dań...?

      Usuń
    3. Może być, że wszystko przed nami...

      Usuń
  3. taaa... ja tam jednak wolę osobiście a nie via fejs, więc na moim profilu fejsowym nudą wieje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie zawsze osobiście się da, więc czasem zostaje wysłać miłość w cyfrach. A czasem nie ma co wysyłać...

      Usuń
  4. Nie myślałam o tym. Ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O zaufaniu można przecież mówić językiem popkultury

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

M... jak przemoc

Uprałam